poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Parszywa dwunastka 2

To było chyba w czerwcu? A dziś może skończę?

Zimno jak w listopadzie, leje, wieje i ciemno. Do ogrodu wyjść strach, więc będzie o parszywcach pośrednich. To znaczy już nie drzewo, a jeszcze nie krzak. Na czołowym miejscu znajduje się oczywiście

OCTOWIEC, czyli sumak, roślina tak piękna jesienią, że dech zapiera. Nie rozumiem zupełnie jak ludziom udaje się hodować jedno drzewko na trawniku. U mnie wyrasta to-to wszędzie. Będę ciąć bezlitośnie i wstrzykiwać truciznę w pieńki. Bez wyrzutów sumienia, najwyżej zostanę bez sumaków w ogóle, chociaż nie chciałabym.

BEZ czyli lilak - szkoda słów. Może dlatego, że nie wycinam w porę kiści z nasionami, że nie biegam po czterech tysiącach m2 ogrodu z sekatorem i co 5 minut nie wycinam odrostów? Mam go pełno wszędzie, rozplenia się i dziczeje. Tyle dobrego, że ten dziki, w przeciwieństwie do szlachetnego, przepięknie pachnie. Karczuję z przekonaniem i bez sukcesów.
Sąsiadka: " Jestem padnięta. Dzisiaj przez sześć godzin obcinałam z czterech krzewów przekwitłe bzy, ale skończyłam!" Ja: " Tez przez sześć godziny obcinałam zeschłe kwiaty bzów z czterech krzewów, ale nie skończyłam. Zostało mi jeszcze dwadzieścia cztery"

CZARNY BEZ. No tego to nawet nikt nie zapraszał. Rośnie gdzie chce, ścięty odrasta ze zdwojoną siłą. Robię: z kwiatów racuchy i napój smakujący jak sok z marakui ( pychotka absolutna), z jagód sok na gardło (można też leczyć skutecznie kotom kaszel). Mimo wszystko jest go zbyt wiele, szczególnie, że obok w lesie jest go pod dostatkiem.

TARNINA(?) - nie jestem pewna, nakryłam ją dopiero w tym roku i nie wiem jakie ma owoce. Gałęzie naszpikowane długimi kolcami. Rośnie wszędzie w kępach i tworzy zasieki, które dla mnie, owszem,  są trudne do sforsowania, dla moich dzików ani trochę. Kwitnie przepięknie, ale rośnie nie tam gdzie powinna. To znaczy nie tam gdzie ja bym chciała. Wcale nie wzdłuż ogrodzenia, ale gdzie chce, utrudniając dostęp do wiśni na przykład.

LESZCZYNA -  sytuacja jak z dębem. Pomagają wiewióry. Chowają na zimę orzeszki w różnych częściach ogrodu i wiosną nie można nadążyć z karczowaniem. Ale za to jak się taką leszczyną zapuści ( w porę nie wykarczuje), to po roku można mieć masę równiutkich i giętkich patyczków.
Do pieczenia kiełbasek, albo na wędkę dla wnuków.

A to już ZŁOTOKAP.  Sytuacja jak z klonem. Ale na to akurat są chętni, więc sadzonkuję i rozdaję. Nie rozumiem zachwytów prawdę mówiąc. Pomimo licznych amatorów wiele pęczków trafia jednak na kompost.

To już chyba koniec półdrzewiastych wredot w moim ogrodzie. Perukowiec się rozrasta, ale nie przenosi, Tamaryszki i Magnolie również nigdzie nie wędrują.

Tak z ręką na sercu wykluczyć z grona prawdziwych wredot można by tylko złotokap. Rozsiewa się co prawda w sposób nieumiarkowany, ale przynajmniej tylko w promieniu kilkunastu metrów.

 

jesień...?



    ... to dojrzewa, a one, te rude, biegają po drzewach próbując opracować nową trasę. Do tej pory do orzecha był dostęp "suchą stopą": dąb - drugi dąb - sosna - klon - sosna - sosna - brzoza - i orzech. Klon poszedł pod topór. Orzechy laskowe, których pełno w lesie, zapowiadały baaardzo obfity urodzaj, ale nagle, nie wiadomo z jakiej przyczyny sczerniały, zmalały i pousychały. Jak wiśnie. Jedyna nadzieja w orzechach włoskich, a klona nie ma. Można inną trasą: dąb - totalna daglezja - dach domu - sosna - brzoza - i orzech. Ale rude mają jakiś opór przed dachem. Dachem domu, bo dachami licznych szop i drewutni dawno zawładnęły. Robią więc próby przebiegania przez trawnik korzystając z nieuwagi kotów, ale to się nie udaje. Nie istnieje coś takiego jak nieuwaga kotów. No chyba, że wobec szpaków. Te są tak bezczelne, że paradują piechotą wręcz przed ich nosami, a koty udają że nic nie widzą. Zagadkowa historia. 

sobota, 10 sierpnia 2013

lato...

tropiki, kłopoty i lenistwo...objawione prawdy:

1. Trzeba ciąć bez litości, ale 
IM WIĘCEJ TNIESZ, TYM WIĘCEJ MUSISZ CIĄĆ !!!
( bo lepiej rośnie)...no to jest jakiś "catch 22"
2. Lato jest najbrzydszą porą roku w ogrodzie - wszystko przekwita, usycha, pomidory pod ciężarem owoców robią się pokraczne, wszystko jednostajnie zielone.

Sytuację ratują dynie - szczególnie te późno siane. Kwitną cudownie. No i malwy, pomimo, że liście zżera im jakiś grzyb. No i hortensje...
...I groszek pachnący...
...i nagietki...
...floksy też oczywiście...ogórecznik? ...jasne, ze też. 
...len i słoneczniki...
...i nasturcje...

 No tak:
"co nam dali Rzymianie?"