wtorek, 28 maja 2013

"Parszywa dwunastka"

Ha,ha,ha,haha - parszywa dwunastka! No koń by się uśmiał - dwunastka! Tak ogrodnicy na internetowych forach nazywają upierdliwe rośliny. Niektórzy idą dalej - typują siódemkę!!!

Nie zamierzam pisać o chwastach, tylko o roślinach, nad którymi nie panuję. Które mnie zarastają w absolutnie nieprzewidywalnych i nieodpowiednich miejscach. Centrum ogrodnicze to miejsce, które omijam szerokim łukiem, aby mi nie przyszło czasem do głowy przywlec sobie coś nowego do ogrodu. Właściwie sama mogłabym założyć takie centrum i zarabiać. 

Zacznijmy od drzew.

KLON - oba gatunki. Królowie samosiejstwa. Dawno temu zadecydowałam, że powinien rosnąć na trawniku przed domem. Zwykły, podstawowy klon, który na Zaduszki tworzył gigantyczny złoty dywan z liści. Ścięłam go dwa lata temu - dużo za późno. Mam ich tysiące, codziennie wyrywam pęczek i w ogóle ich nie ubywa.



Drugi mieszka u sąsiadów, jesienią ma purpurowe liście, które od spodu są pomarańczowe. Niewyobrażalnie piękny - niestety nie chce rosnąć solo. Co chwila odnajduję w zaroślach nowe drzewka. Tnę bezlitośnie, a one dzielnie odrastają i nieustannie wysiewają się nowe.
DĄB - zwykły dąb.
Trzeba przyznać, że nie do końca wysiewa się sam z siebie. Moje prywatne dziki zimą zamiast wyjadać żołędzie, zakopują je głębiej niżby same się mogły zakopać. Ta wredota jak zostanie przegapiona we wczesnym dzieciństwie ( a listki ma małe i łatwo przegapić) to jest trudna do wyrwania. Wtedy strzygę i hoduję w charakterze krzewów. Jak obok wyrośnie róża, tworzy się piękna kompozycja. Niestety, jak do tej pory wysiewa się gównie w forsycjach i leszcynach.
Może się kiedyś pokuszę o przesadzanie.

BUK - ulubione drzewo. Prawdę mówiąc nie przeszkadza mi, że się wysiewa gdzie popadnie, bo łatwo można go przesadzić, świetnie się przyjmuje. Problem w tym, że zawraca mi głowę. Co się jakiś wysieje zaczynam przesadzać i wciąż nie mogę się zdecydować gdzie ostatecznie powinien rosnąć. Gdzieś w kącie ogrodu rosną trzy wiekowe, rozłożyste i wolne. Reszta jest cięta. Właściwie to je kolekcjonuję.

Reszta - BRZOZy, AKACJe, SOSNy i MODRZEWie, nie wysiewają się w specjalnie dokuczliwych ilościach, ale  jednak gdzie popadnie, a ja nie mam sumienia wyrywać. Nie mam też pomysłu gdzie powinny rosnąć, skoro już wyrosły. I tak czekam, aż mnie olśni i znajdę dla nich odpowiednie miejsce, a czas mija, korzenie się rozrastają i zostaję z modrzewiem pośrodku warzywnika, brzozą w kuchennym oknie, akacją u stóp gigantycznej daglezji ni przypiął, ni przyłatał oraz z sosnami, które rosną błyskawicznie i zaburzają kompozycje ogrodu.

Dobra, do listy prawdziwych parszywców kwalifikują się trzy pierwsze ( uczciwie mówiąc).


  

poniedziałek, 27 maja 2013

Syndrom Gowina

Znalazłam amerykańskie nasiona pomidorów, przywiezione przez przyjaciół jeszcze za prawdziwego życia mojego ogrodu. Czyli jakieś siedem lat temu.
Pomidory - i to dobre, malinówki -  nawożone pokrzywą i żywokostem, sprzedaje sąsiadka, ale skoro są nasiona - trzeba siać.  Ciutkę zamokły pozostawione pod gołym niebem. Jedne były w formie białych kuleczek, drugie posklejały się w maziowatą papkę.
Wysiałam do doniczek, wyrosną - dobrze, nie wyrosną - też.

Wykiełkowały!

Kupiłam 60 jednorazowych kubeczków i przesiałam ziemię z kompostu odrzucając kości, kamienie, łodygi dzikiego wina, papierki po cukierkach, gumki-recepturki...i wszystko co przez nieuwagę zostało wrzucone do kompostowego kubła ( wystarczy raz przesiać kompost, aby się już nigdy nie pomylić)

Kubeczków 60, sadzonek setki!! 

Na kiełki z pierwszej doniczki zużyłam 23 kubeczki. 
Zostało 11 doniczek, w każdej od trzech do kilkunastu kiełków. 

Które wybrać? Te najsilniejsze. Ale właściwie dlaczego? No i jak to tak? Resztę wyrzucić? Ale gdzie? Może wsadzić gdzieś pod płotem? Ale kto będzie o nie dbał? No to które wyrzucić? A może zamrozić?

Wyrzuciłam, ale udawałam, że nie wyrzuciłam,  że się zapodziały, połamały - niechcący.
Mam 60 sadzonek. Teraz będę musiała chodzić po wsi i rozdawać.

piątek, 24 maja 2013

SENS ŻYCIA



Postanowiłam pisać tego bloga, aby dodać sobie ducha.

Wylądowałam na wsi. Niespodziewanie, chociaż od lat siedemdziesiątych wiedziałam, że wyląduję. Ale to jak ze starością. Wiadomo, że nieunikniona, a zaskakuje.

Jasne, że nie musiałam.

Miło było tu wpadać, jeść obiad w ogrodzie, spacerować po lesie, nawet plewić truskawki - można było przemyśleć różne sprawy robiąc jednocześnie coś pożytecznego.
Tu był Raj
Tymczasem okazało się, że wylądowałam w Zielonym Piekle

I tak gdzieś, niecałe 15 kilometrów stąd, toczy się prawdziwe życie, a ja ... plewię, sieję, karczuję, podlewam, kopię, przesadzam, przycinam, brukuję, nawożę, karmię psy, koty, ptaki i dziki (nie specjalnie jakoś - one same wpadają i zjadają co im smakuje). Walczę...

Jeżeli ktoś mi powie, że człowiek jest w stanie zniszczyć przyrodę, to go wyśmieję.

No jest oczywiście randap, napalm i asfalt... chociaż asfaltowi daje radę.

Zaryłam się w ziemi, odcięłam się  od świata i czasem wydaje mi się, że moje życie straciło sens.
A czasem, że właśnie odwrotnie.
Tu wszystko dzieje się szybko i naprawdę. 
Czego nie zrobisz wiosną - da ci w kość latem.  
Nie ocenia cię żaden szef-dupek, czy krytyk-półgłówek. 
Weryfikuje cię przyroda.  
Bez podtekstów i kontekstów, sympatii czy antypatii i w ogóle bez relatywizmów.

Zrobisz coś dobrze - nagroda, schrzanisz, zlekceważysz, poleniuchujesz - obrywasz.  

Płacisz słono za zaniedbania, jesteś fantastycznie obdarowywany za rzetelną pracę. 
Czy to nie ma sensu?
Dlaczego czasem dopada mnie uczucie wykluczenia z prawdziwego życia? 





wtorek, 7 maja 2013

O!! Zdjęcie się wkleiło - nareszcie!!!!








 to śpiący Duduś  - dwie łapy przed sobą, a pod głową tylna

niedziela, 5 maja 2013

rozgryzanie narzędzi

OK - rozumiem...
zaskakujące jest, że jeżeli chciałabym opowiedzieć jakąś historię w odcinkach, trzeba by było czytać ją od końca.

To nie jest logicznie wymyślone.

Jeżeli piszę w nawiązaniu do czegoś co napisałam np wczoraj, to odnoszę się do tego co poniżej, zamiast powyżej...

hm...na zdrowy rozum tego co poniżej jeszcze nie ma...

Taaak, czcionek też pożałowali...niczego delikatniejszego nie ma? verdana - zawsze myślałam, że jest cieńsza...

dobra - spróbujemy dodać zdjęcie ... no znowu nic nie rozumiem...  "możesz przesłać z: bloga, picassa, telefonu, kamery..." - a dokąd? Ja chcę do bloga, a nie z...bloga, ja chcę z własnego komputera

intro - próby ( a nuż udane?)

Jestem bardzo ciekawa co właściwie robię? Czy udało mi się zmienić tytuł bloga? Czy założyłam sobie kolejny? Bo kilku, które założyłam wcześniej nie mogę znaleźć. Ale walczę i mam nadzieję na zwycięstwo.
No niestety, prawie prawie, ale się poblokowało, wystąpiły błędy....

czwartek, 2 maja 2013