poniedziałek, 27 maja 2013

Syndrom Gowina

Znalazłam amerykańskie nasiona pomidorów, przywiezione przez przyjaciół jeszcze za prawdziwego życia mojego ogrodu. Czyli jakieś siedem lat temu.
Pomidory - i to dobre, malinówki -  nawożone pokrzywą i żywokostem, sprzedaje sąsiadka, ale skoro są nasiona - trzeba siać.  Ciutkę zamokły pozostawione pod gołym niebem. Jedne były w formie białych kuleczek, drugie posklejały się w maziowatą papkę.
Wysiałam do doniczek, wyrosną - dobrze, nie wyrosną - też.

Wykiełkowały!

Kupiłam 60 jednorazowych kubeczków i przesiałam ziemię z kompostu odrzucając kości, kamienie, łodygi dzikiego wina, papierki po cukierkach, gumki-recepturki...i wszystko co przez nieuwagę zostało wrzucone do kompostowego kubła ( wystarczy raz przesiać kompost, aby się już nigdy nie pomylić)

Kubeczków 60, sadzonek setki!! 

Na kiełki z pierwszej doniczki zużyłam 23 kubeczki. 
Zostało 11 doniczek, w każdej od trzech do kilkunastu kiełków. 

Które wybrać? Te najsilniejsze. Ale właściwie dlaczego? No i jak to tak? Resztę wyrzucić? Ale gdzie? Może wsadzić gdzieś pod płotem? Ale kto będzie o nie dbał? No to które wyrzucić? A może zamrozić?

Wyrzuciłam, ale udawałam, że nie wyrzuciłam,  że się zapodziały, połamały - niechcący.
Mam 60 sadzonek. Teraz będę musiała chodzić po wsi i rozdawać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz