Znalazłam amerykańskie nasiona pomidorów, przywiezione przez przyjaciół jeszcze za prawdziwego życia mojego ogrodu. Czyli jakieś siedem lat temu.
Pomidory - i to dobre, malinówki - nawożone pokrzywą i żywokostem, sprzedaje sąsiadka, ale skoro są nasiona - trzeba siać. Ciutkę zamokły pozostawione pod gołym niebem. Jedne były w formie białych kuleczek, drugie posklejały się w maziowatą papkę.
Wysiałam do doniczek, wyrosną - dobrze, nie wyrosną - też.
Wykiełkowały!
Kupiłam 60 jednorazowych kubeczków i przesiałam ziemię z kompostu odrzucając kości, kamienie, łodygi dzikiego wina, papierki po cukierkach, gumki-recepturki...i wszystko co przez nieuwagę zostało wrzucone do kompostowego kubła ( wystarczy raz przesiać kompost, aby się już nigdy nie pomylić)
Kubeczków 60, sadzonek setki!!
Na kiełki z pierwszej doniczki zużyłam 23 kubeczki.
Zostało 11 doniczek, w każdej od trzech do kilkunastu kiełków.
Które wybrać? Te najsilniejsze. Ale właściwie dlaczego? No i jak to tak? Resztę wyrzucić? Ale gdzie? Może wsadzić gdzieś pod płotem? Ale kto będzie o nie dbał? No to które wyrzucić? A może zamrozić?
Wyrzuciłam, ale udawałam, że nie wyrzuciłam, że się zapodziały, połamały - niechcący.
Mam 60 sadzonek. Teraz będę musiała chodzić po wsi i rozdawać.
Pomidory - i to dobre, malinówki - nawożone pokrzywą i żywokostem, sprzedaje sąsiadka, ale skoro są nasiona - trzeba siać. Ciutkę zamokły pozostawione pod gołym niebem. Jedne były w formie białych kuleczek, drugie posklejały się w maziowatą papkę.
Wysiałam do doniczek, wyrosną - dobrze, nie wyrosną - też.
Wykiełkowały!
Kupiłam 60 jednorazowych kubeczków i przesiałam ziemię z kompostu odrzucając kości, kamienie, łodygi dzikiego wina, papierki po cukierkach, gumki-recepturki...i wszystko co przez nieuwagę zostało wrzucone do kompostowego kubła ( wystarczy raz przesiać kompost, aby się już nigdy nie pomylić)
Kubeczków 60, sadzonek setki!!
Na kiełki z pierwszej doniczki zużyłam 23 kubeczki.
Zostało 11 doniczek, w każdej od trzech do kilkunastu kiełków.
Które wybrać? Te najsilniejsze. Ale właściwie dlaczego? No i jak to tak? Resztę wyrzucić? Ale gdzie? Może wsadzić gdzieś pod płotem? Ale kto będzie o nie dbał? No to które wyrzucić? A może zamrozić?
Wyrzuciłam, ale udawałam, że nie wyrzuciłam, że się zapodziały, połamały - niechcący.
Mam 60 sadzonek. Teraz będę musiała chodzić po wsi i rozdawać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz