piątek, 24 maja 2013

SENS ŻYCIA



Postanowiłam pisać tego bloga, aby dodać sobie ducha.

Wylądowałam na wsi. Niespodziewanie, chociaż od lat siedemdziesiątych wiedziałam, że wyląduję. Ale to jak ze starością. Wiadomo, że nieunikniona, a zaskakuje.

Jasne, że nie musiałam.

Miło było tu wpadać, jeść obiad w ogrodzie, spacerować po lesie, nawet plewić truskawki - można było przemyśleć różne sprawy robiąc jednocześnie coś pożytecznego.
Tu był Raj
Tymczasem okazało się, że wylądowałam w Zielonym Piekle

I tak gdzieś, niecałe 15 kilometrów stąd, toczy się prawdziwe życie, a ja ... plewię, sieję, karczuję, podlewam, kopię, przesadzam, przycinam, brukuję, nawożę, karmię psy, koty, ptaki i dziki (nie specjalnie jakoś - one same wpadają i zjadają co im smakuje). Walczę...

Jeżeli ktoś mi powie, że człowiek jest w stanie zniszczyć przyrodę, to go wyśmieję.

No jest oczywiście randap, napalm i asfalt... chociaż asfaltowi daje radę.

Zaryłam się w ziemi, odcięłam się  od świata i czasem wydaje mi się, że moje życie straciło sens.
A czasem, że właśnie odwrotnie.
Tu wszystko dzieje się szybko i naprawdę. 
Czego nie zrobisz wiosną - da ci w kość latem.  
Nie ocenia cię żaden szef-dupek, czy krytyk-półgłówek. 
Weryfikuje cię przyroda.  
Bez podtekstów i kontekstów, sympatii czy antypatii i w ogóle bez relatywizmów.

Zrobisz coś dobrze - nagroda, schrzanisz, zlekceważysz, poleniuchujesz - obrywasz.  

Płacisz słono za zaniedbania, jesteś fantastycznie obdarowywany za rzetelną pracę. 
Czy to nie ma sensu?
Dlaczego czasem dopada mnie uczucie wykluczenia z prawdziwego życia? 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz